Wielkie Przebudzenie

Wielkie przebudzenie

Paulina Napora, aktorka Teatru Bagatela elektryzująca widzów talentem i charakterystycznymi rudymi włosami, choć zawsze uśmiechnięta, przez lata borykała się z depresją. Z pomocą przyszły jej pozytywne pranie mózgu i… fizyka kwantowa. Dziś jest coachem i praktykiem Metody Dwupunktowej. – Otwórz się na zmianę i żyj świadomie – przekonuje. Może wraz z nowym rokiem czas na przebudzenie?
Pomaga Pani innym znaleźć szczęście. A przecież kiedyś sama Pani nie potrafiła cieszyć się życiem.
Przeżywałam depresję, oczywiście bez świadomości, że jestem w depresji. Byłam po prostu nieszczęśliwa, obwiniałam za swoje nieszczęście cały świat, rodzinę, pracodawców, współpracowników, każdego, kogo spotykałam na swojej ścieżce. Ten ktoś był winien mojego stanu, nie ja. Pierwszy moment przebudzenia nastąpił wtedy, kiedy mąż uświadomił mi, że muszę coś ze sobą zrobić, ponieważ on nie ma już siły, że ma dość, że chce być po prostu szczęśliwy. Dotarło do mnie, że mogę go stracić.

Pani depresja ciągnęła się kilka lat. Da się tak funkcjonować?
Paradoksalnie tak. Zajmowałam się dziećmi, domem, mąż mnie wspierał, ale wewnętrznie cierpiałam. Czułam się dobrze tylko w pracy, w teatrze, bo tam przebywałam z ludźmi o podobnej wrażliwości w kontakcie ze sobą, ze swoimi emocjami. Zanurzałam się w fikcyjnym świecie i to dawało mi złudne poczucie szczęścia. Nawet nie mogłam się pożalić. Kiedy mówiłam, że jest mi smutno, jest mi źle, zwykle padała odpowiedź: „Przecież nie masz powodów, przestań”. Albo: „Czemu ty wydziwiasz?”.

To problem wielu z nas. „Wszystko mam, ale nie jestem szczęśliwa”.
Oj, tak. Wówczas pomógł mi coaching. Rok studiów był dla mnie potężnym procesem zmiany, zrobiłam sobie w głowie generalne porządki. Często słyszę: „A ty się nie boisz, że to jest pranie mózgu?”, „Nie!” – odpowiadam. „Bardzo mnie to cieszy!”. Bo jak się coś wypierze, to to jest po prostu czyste, prawda?

Ale na coachingu nie skończyła się Pani droga. Poznała Pani Metodę Dwupunktową. Na czym ona polega?
Jest to najszybsza i najdelikatniejsza z metod rozwoju osobistego, jaką poznałam. W możliwie najkrótszym czasie pozwala nam osiągnąć życie, jakiego zawsze pragnęliśmy. Wiem, że to brzmi jak bajka, ale bajką nie jest. Metoda opiera się na odkryciach fizyków kwantowych, wszystko poparte jest nauką, a że obecnie nauka tłumaczy to, o czym duchowi przewodnicy mówią od wieków, to już inna sprawa. Bardzo często największą blokadą dla rozwoju człowieka jest jego rozum, ponieważ każe odbierać rzeczywistość poprzez informacje i szablony, które ma wgrane, i wszystko dopasowuje do znanych już sobie wzorów. Nie potrafi inaczej. W coachingu, poprzez sesje i dzięki rozmowie z trenerem, robimy porządki w głowie, uświadamiamy sobie, że np. jakieś przekonanie nam przeszkadza, już go nie chcemy, rezygnujemy z niego, a w to miejsce wybieramy coś, co będzie nam służyć, ale wciąż ograniczamy się do rozumu, analizy, logiki. Poznając Metodę Dwupunktową wychodzimy poza rozumowe wzorce. Poprzez sesję dwupunktu na chwilę „zawieszamy” rozum i otwieramy się na wszystkie możliwości, które są zapisane w Matrycy Energetycznej. To o wiele szybszy i lżejszy proces, nie wymagający od nas grzebania w przeszłości, opowiadania komukolwiek o swoich problemach. Wystarczy chęć zmiany, dwa punkty i pole serca.

I tu zaczyna się fizyka kwantowa…
W dwupunkcie czerpiemy z fizyki kwantowej to, co jest nam potrzebne do rozwoju. Wychodzimy od teorii obserwatora. Doświadczenie Younga pokazało, że elektrony w atomie, z których przecież wszystko jest zbudowane, nie mają odgórnie ustalonej ścieżki działania, mogą zmieniać swoje położenie, znajdować się w wielu miejscach jednocześnie, są falą potencjałów. Dopiero kiedy pojawia się obserwator, zachowują się tak, jak on tego od nich oczekuje.

Elektrony wiedzą, że są obserwowane? Jakim cudem?
Naukowcy nie potrafią tego wyjaśnić, ponieważ badanie czegoś jest przecież równoznaczne z obserwacją..

Naszymi oczekiwaniami kształtujemy rzeczywistość, to chce Pani powiedzieć?
Dokładnie tak.

To jak samospełniająca się przepowiednia. Ale ona wynika z rozumu, bo nasze oczekiwania wynikają z rozumu.
Oczekiwania tak, ale jak często spotyka nas to, czego świadomie oczekujemy? To, czego doświadczamy, jest m. in. efektem prawa przyciągania. Nasz rozum świadomie przetwarza zaledwie maleńki procent informacji, ogromna ich część zapisuje się nieświadomie. Każde zdarzenie zostawia w nas ślad zarówno w postaci wspomnień jak i nieuświadomionych wzorców energetycznych, które emanują określone częstotliwości, a podobne częstotliwości się przyciągają.

Stąd biorą się te wszystkie: „Mnie się zawsze to zdarza”?
Tak. „Dlaczego to mnie muszą zawsze okraść?”, „Dlaczego przyciągam takich facetów?”, „Dlaczego ja zawsze…?”

Co możemy zrobić, żeby to zmienić?
Poprzez sesje dwupunktu „rozpuszczamy” te wzorce, które nam się nie podobają, w skutek czego przestajemy rezonować z określonymi zdarzeniami w rzeczywistości.

Dotknie Pani samotną kobietę w dwóch miejscach, energia się zmieni i nagle w jej życiu pojawi się książę z bajki…
Być może. Ważne, żeby ona go dostrzegła. W dwupunkcie istotna jest umiejętność obserwacji zmian.

Dostęp do strony internetowej oferującej w jednym miejscu wiele funkcji dla grupy ludzi zainteresowanej rozwojem osobistym. Integracja w grupy społecznościowe, możliwość opiniowania i oceniania artykułów, aktywność na forum.

To jest jak obieranie cebuli. Na sesji spadnie pierwsza warstwa, mogą się zmienić myśli, uczucia, nastawienie, może się coś istotnego wydarzyć. Czasem wystarczy tylko zbić skorupkę, a pod nią czeka upragniona rzeczywistość. Częściej trzeba przebić się przez kilka warstw.

To musi być trudne.
W metodzie dwupunktowej masz zawsze rację, ponieważ jest to twoja racja i ona zamanifestuje się w twojej rzeczywistości. Jeśli uznasz, że coś jest trudne, to będzie trudne. Jeśli natomiast będziesz miała podejście: „Spróbuję i zobaczę, jak to będzie”, otworzysz się na coś nowego, lepszego.

Myślę sobie, że wiele osób może bać się tego, co tam znajdzie.
Podstawą zmiany zawsze jest wybór. Jeśli w swojej rzeczywistości jesteś szczęśliwa, to fantastycznie, ale jeśli coś ci nie pasuje, zastanów się, czy chcesz to zmienić, czy wolisz, żeby zostało tak, jak jest. Chcesz zmiany? Gratuluję!To jest twój pierwszy krok. Teraz szybko zrób drugi – kup książkę, zapisz się na warsztaty, znajdź osobę, która będzie ci mogła pomóc, cokolwiek, tylko rusz się z tego miejsca, w którym tkwisz.

Umysł potrzebuje do zmiany więcej energii, niż działając na stałych programach.
I rodzi opór, sabotuje. Na początku ścieżki rozwoju trzeba nauczyć się go lekceważyć. Na pewno znasz sytuacje, kiedy w planach masz siłownię lub basen, wiesz, że to będzie dla ciebie dobre, ale tuż przed wyjściem czujesz opór, zaczynasz kombinować: „A może pójdę jutro”.

Kiedy jest najlepszy moment na zmianę?
Zawsze TERAZ. Nie czekaj do poniedziałku, do pierwszego stycznia, na wiosnę, na wakacje, na kolejny rok, bo może się okazać, że ten pierwszy stycznia to już twój czterdziesty czwarty pierwszy stycznia w życiu, a dalej jesteś tam, gdzie byłaś. Wciąż mało zarabiasz, czekasz na księcia z bajki, nie schudłaś etc. Im wcześniej podejmiesz decyzję, że pora na zmiany, tym lepiej.
Ciekawe, że jeśli boli nas ząb, to idziemy do dentysty, a jeśli boli dusza, to mówimy sobie: „Cicho, jakoś to będzie”, i próbujemy załatwić to innymi sposobami – idziemy na zakupy, imprezę, pijemy lampkę wina. To nie rozwiązuje problemu.

Mieszkańcy Krakowa z pewnością rozpoznają w Pani aktorkę Teatru Bagatela. Aktorstwo to też praca oparta na emocjach.
Aktorką chciałam być od 15. roku życia. Jakby mnie ktoś zapytał dlaczego, nie umiałabym odpowiedzieć. Tak czułam. Poszłam więc do szkoły teatralnej i tam trafiłam na wspaniałych nauczycieli, a najważniejszym z nich był Krystian Lupa. Uczyli mnie aktorstwa poprzez poznawanie samej siebie. Każda rola, każda postać, którą grałam, była spotkaniem ze sobą. Interesuje mnie wyłącznie takie aktorstwo, w którym postać, którą gram, zapraszam do siebie, i w wyniku prób na czas przedstawienia stajemy się jednym.

Nie jest to niebezpieczne?
Nie… Gdy chorowałam na depresję, zagrałam osobę, która popełnia samobójstwo. Dziś jestem przekonana, że gdybym nie zrobiła tego na scenie , być może dzisiaj bym tutaj nie siedziała. Na deskach teatru spotkałam się z najciemniejszą stroną mnie samej, musiałam się z tym zmierzyć, musiałam to przepracowywać, mówić o tym. To było jak terapia.

Jak rozwój osobisty Panią zmienił?
Osiągnęłam stan, o którym kiedyś tylko marzyłam – spokój, równowagę, poczucie własnej mocy, empatię. Kiedyś byłam bardzo podatna na opinię innych, brakowało mi wiary w siebie, w swoje możliwości, często robiłam coś wbrew sobie tylko dlatego, że nie miałam siły, aby się sprzeciwić. Teraz czuję się wolna, sama decyduję o sobie i angażuję się tylko w to, na co mam ochotę i co jest ze mną spójne.

Pewnie wiele osób pomyśli: „Łatwo powiedzieć, tylko skąd wtedy wziąć pieniądze”.
Bardzo często to słyszę : „Łatwo jest ci powiedzieć” albo: „Nie każdy może sobie na to pozwolić”. Mogę odpowiedzieć tylko: „Łatwo jest oceniać pochopnie”. Kiedy odszedł mój tato, zostawił mi potworne długi finansowe, przez wiele miesięcy moja pensja w teatrze była zajęta. Przez lata wychodziliśmy z mężem na prostą. Pamiętam sytuacje, kiedy cieszyliśmy się ze znalezionej puszki tuńczyka w szafce. Miałam dość tej sytuacji, dość patrzenia na repertuar teatru ze strachem w gardle, czy gram w danym miesiącu jakieś spektakle czy nie, dość błagania w agencjach aktorskich o jakąkolwiek pracę. Podjęliśmy z mężem odważną decyzję, wzięłam kredyt, kupiłam starą chałupę, zrobiliśmy remont i otworzyliśmy kwatery do wynajęcia – źródło dochodu, które pozwala mi spokojnie spać. Każdy z nas ma takie same możliwości, tylko nie każdy się na nie otwiera.

Teraz zarabia Pani również jako trenerka rozwoju. Czy to znaczy, że odchodzi Pani z Teatru Bagatela?
O nie! Aktorstwo jest moim ukochanym zawodem i nie chcę z niego rezygnować. Z drugiej strony jestem otwarta na to, co przynosi mi los. W teatrze powstają kolejne produkcje, a mnie w nich nie ma, ale nie mam pretensji, nic na siłę. Moją wielką pasją jest rozwój, spełniam się prowadząc warsztaty czy sesje indywidualne.

Możemy jeszcze Panią zobaczyć w jakimś spektaklu?
Tak, w „Oknie na parlament”. To bardzo lubiana przez publiczność farsa, którą gramy od lat. Cudownie jest dawać ludziom radość. Kocham to, co robię. Czego chcieć więcej?

Sprawdź podobne artykuły w tej kategorii

Komentarze do tego wpisu

Podczas pisania komentarzy prosimy używać wyłącznie "czystego tekstu" bez znaczników bbcode, html. Wszelkie formatowanie tekstu będzie usuwane.

Dotacje

DOTACJE NA INNOWACJE – Inwestujemy w Waszą przyszłość

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego

© 2013 Bogaty Umysł Sp.z.o.o. All rights reserved.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. zamknij