Wolny finansowo a pracuje…

Po ostatnim wykładzie, w którym mówiłem także o swojej wolności finansowej i o tym, jak udało mi się zbudować samodzielną dziś firmę od zera, podeszła do mnie grupka słuchaczy. Zdarzyły się zaskakujące rzeczy… Do dziś mam tą scenę przed oczami.

Zarzucicie mi być może zarozumialstwo, ale musze podzielić się tym, co zdarzyło się w trakcie tego wykładu. W przerwie między jedną, a drugą jego częścią podeszło do mnie około 15 osób. Stałem tyłem do mównicy, a wianuszek słuchaczy szczelnie odciął mi drogę wyjścia do toalety Pomimo, że miałem przed sobą jeszcze dalszą część wystąpienia, pomyślałem z satysfakcją, że mają jakieś pytania i że chętnie na nie odpowiem. A tymczasem… cisza. Mijają kolejne sekundy, a grupa słuchaczy po prostu wpatruje się we mnie. Nikt nic nie mówi. Oczywiście nie spojrzałem na zegarek, ani też nie włączyłem stopera, ale myślę, że pierwsza osoba odezwała się dopiero grubo po minucie ciszy. Niby niewiele, kilkadziesiąt sekund, ale wyobraźcie sobie siebie w centrum uwagi kilkunastu osób i ich milczenie. Spokojne, nienachalne, prawdziwe. Wow, będę to wspominał!
Pierwsza odezwała się kobieta około czterdziestki i… zwaliło mnie z nóg. Spytała (w obecności tych kilkunastu osób), czy może mnie uściskać. Zgodziłem się i zrobiło mi się bardzo miło. Pomyślałem, że pewnie mówiłem o czymś ważnym dla Niej. Chwilę to trwało zanim powiedziała, że chciała to zrobić bo bije ode mnie spokój (w tym momencie możecie mi zarzucić owe zarozumialstwo i przechwalanie się). Faktycznie, jestem czasem wyciszony, a w swoim wykładzie mówiłem wiele o wartościach w biznesie i o tym, że można odnosić sukcesy skromnie i z pokorą. Zdałem sobie sprawy z tego, że ci ludzie nie podeszli do mnie z pytaniem, tylko po prostu by sobie razem pobyć. Myślę, że to co mówiłem znalazło w nich jakiś oddźwięk. (Spokojnie, nie jestem członkiem żadnej sekty – na co dzień bardzo mocno stąpam po ziemi).
Potem pojawiły się pytania. Różne, najczęściej o to, od czego zacząć budować wolność finansową i jak mi się to udało. Na kolejne zaskoczenie nie trzeba było długo czekać. Jeden z uczestników spytał życzliwie (aczkolwiek z uśmiechem na twarzy) czy jako osoba wolna finansowo chce mi się prowadzić takie wykłady.

Dostęp do strony internetowej oferującej w jednym miejscu wiele funkcji dla grupy ludzi zainteresowanej rozwojem osobistym. Integracja w grupy społecznościowe, możliwość opiniowania i oceniania artykułów, aktywność na forum.

Hm… Mój mózg szybko próbował znaleźć odpowiedź na to pytanie, ale zaskoczeniem było dla mnie to, że pojawiającą się u mnie emocją była… radość. Pomyślałem sobie, że lubię się dzielić wiedzą, że sprawia mi olbrzymią satysfakcję, by pomagać innym i że faktycznie, z punktu widzenia finansów w ogóle mi takie wykłady nie są potrzebne, ale z punktu widzenia misji, tak. Co z tego, że jesteś wolny finansowo, kiedy czasem po prostu masz ochotę pracować!
Kiedy teraz o tym pisze, przypomniała mi się moja rozmowa ze Sławkiem Muturi w Katowicach. Sławek pokazał mi listę zawodów, których chciałby spróbować w swoim życiu (na jakiś czas). Między innymi był na tej liście „rezydent turystyczny”. Pomyślałem, że ten pomysł ma w sobie dużo uroku. Być wolnym finansowo ale mimo wszystko robić coś zawodowo, poznawać, rozwijać się, odkrywać innych i… siebie. Myślę, że bez względu na to, ile będę miał na koncie i jak duże będę miał przychody pasywne, nie chciałbym rezygnować z tych „prac”, które są pasją i które po prostu lubię. Wymyśliłem sobie nawet koncepcję wolności dla samego siebie i nazwałem ją 50/50. Chodzi mi po głowie, żeby od 2014 roku przez 6 miesięcy mieć urlop i być w podróży (już nawet zakupiłem kilka biletów lotniczych), oczywiście bez telefonu, laptopa i z absolutnym oderwaniem od mediów, a drugą połowę roku spędzić jednak w Polsce i zaangażować się w jakieś projekty. Siłą rzeczy, będę pewnie musiał poświęcić jakiś czas na ich realizację, ale jeśli będzie to dla mnie inspirujące to chyba wolę taką opcję niż „emeryturę permanentną” (chyba bym oszalał z nudów).
Wkrótce przede mną kolejny wykład, na którym ma być podobno około 700 osób. Ciekawe jak tym razem zostaną odebrane moje słowa i jak zareagują moi słuchacza na pomysł wolności finansowej 50/50. Cokolwiek by się nie stało, myślę że praca sama w sobie nie jest zła. Złe może być nasze podejście do niej i wybór formy. Jeśli jednak praca jest pasją i powoduje, że masz gęsią skórkę, to jak dla mnie, nie kłuci się to w ogóle z ideą wolności finansowej!

Kilka słów o autorze wpisu

Jakub B. Bączek

Jakub B. Bączek

Nazywam się Jakub B. Bączek. Mam 32 lata. Niedawno przeszedłem na buddyzm i osiągnąłem wolność finansową po latach mniejszych i większych sukcesów w przedsiębiorczości. Moją pasją jest pomaganie innym i nauczanie. Moje metody są czasem dziwne, czasem kontrowersyjne, czasem zabawne, ale są skuteczne, o czym przekonasz się czytając poniższe paragrafy (wg Google Analitics wystarczy przeczytanie 6-ciu by wyjść z tej strony lub kupić moją książkę). Zapraszam...

Sprawdź podobne artykuły w tej kategorii

Komentarze do tego wpisu

Podczas pisania komentarzy prosimy używać wyłącznie "czystego tekstu" bez znaczników bbcode, html. Wszelkie formatowanie tekstu będzie usuwane.

Dotacje

DOTACJE NA INNOWACJE – Inwestujemy w Waszą przyszłość

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego

© 2013 Bogaty Umysł Sp.z.o.o. All rights reserved.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. zamknij